Trochę historii

Herkulesa adoptowaliśmy ze schroniska w Poznaniu jako dwuletniego kocura. Delikatnie próbowano nam odradzać ten wybór, polecając inne koty, jednak mąż był uparty: chcę tego, pięknego, siedzącego na najwyższej półce, patrzącego na wszystko z góry… I tak jest do dziś , czyli już ponad cztery lata 🙂 Po przywiezieniu do domu od razu czuł się jak u siebie. Z początku próbowałam go nie wpuszczać do łóżka, ale po dwóch nieprzespanych nocach dałam za wygraną. Czas powoli mijał, przyzwyczailiśmy się do siebie, choć stale walczymy o to, kto dominuje w tym stadzie – Herkules uważa, że on, ja, że ja! W czerwcu ubiegłego roku nasze małe stadko się powiększyło o nowego członka, z początku się obawialiśmy reakcji kota, jedynego i niepodzielnego władcy, ale poszło gładko. Oczywiście kot od razu stwierdził, że dziecięce graty są tak naprawdę dla niego, a że nie przeganialiśmy go zbytnio, to się nawet z tego nowego zjawiska ucieszył. Zapewne tak będzie, póki dziecię nie zacznie chodzić i ścigać kota po mieszkaniu, ale to dopiero pieśń przyszłości, więc nie zawracajmy sobie tym głowy. Rozwój sytuacji będziecie zapewne śledzić na blogu 🙂

Reklamy